Mniszek mu na imię

Chwasty mają moc. To już wiecie z moich wcześniejszych wpisów. Dziś udowodnię to po raz kolejny na przykładzie mniszka lekarskiego. Pokażę Wam mniszka i jego tajemnice.

mlecz

Mniszek lekarski – cóż za dziwna nazwa?

Nazwy roślin często odnoszą się do cech dla nich charakterystycznych, właściwości i różnych skojarzeń.  Nie inaczej jest w przypadku mniszka. Łacińska nazwa to Taraxacum officinale czyli roślina lecznicza o gorzkim smaku , a polska nazwa – mniszek lekarski – nawiązuje do mnichów. Pozostałość po przekwitniętym kwiatostanie mniszka, z którego wiatr porwał nasiona wywołuje skojarzenie z prawie łysą głową mnicha otoczoną nielicznymi włosami. natomiast drugi człon jego nazwy – lekarski – odwołuje się do jego właściwości leczniczych, co jednocześnie współgra z działalnością mnichów słynących niegdyś z umiejętności tworzenia rozmaitych mikstur leczniczych.

Wszechobecny chwast  za jakiego teraz jest uważany mniszek, doczekał się różnorodnego regionalnego nazewnictwa. Nie mogę się powstrzymać przed ich przytoczeniem (źródło Rośliny lecznicze Atlas wyd. Arkady) i interpretacją, a zobaczycie jakie ciekawe skojarzenia wywołuje ta roślina i co o niej od razu można się dowiedzieć. I tak:

  • mlecz, mleczaj, mlecznica, mleczowoły, mlicz  – nazwa nawiązuje do białego jak mleko soku wyciekającego po zerwaniu liści, kwiatostanu czy świeżego korzenia
  • mlecz króliczy, mlecz zajęczy, mlecz świni, mlecz świńska, świni mnych – skojarzenia jak wyżej plus wskazówka, że króliki, zające i świnie lubią go podjadać. Napomknę przy okazji, że liście mniszka są również cenionym pożywieniem wśród kur, kaczek gęsi, przepiórek, bażantów i wielu gąsienic motyli, w ludowym nazewnictwie nie znalazlo to jednak odzwierciedlenia.
  • dmuchacz, dmuchacz pospolity, dmuchawiec, podmuch – odnośnik do puszystej kuli utworzonej przez owoce gotowe do rozsiania przez wiatr
  • podróżnik, podróżnik mieczowaty – czyżby nawiązanie do sprytnego sposobu przemieszczenia się nasion doczepionych do puchu zwiększającego powierzchnię lotną umożliwiającą dalekie podróże?
  • lwi ząb, wilczy ząb – odnośnik do wyglądu liści mniszka, które przypominają ostre zęby tych zwierząt; stąd wywodzi się niemiecka nazwa Löwenzahn oraz angielska dandelion. Choć ta ostatnia ma zawiłą etymologię, bowiem jest to angielska wersja francuskiego dent de lion. Co ciekawe w języku francuskim mniszek wcale nie nazywa się dent de lion tylko pissenlit, co oznacza w wolnym tłumaczeniu sikanie do łóżka. I od razu wiem, że mniszek słynie również z właściwości moczopędnych 🙂
  • mnich, mnisza główka, mniszek, plesz, pleszyki, popia główka – skojarzenie analogicznie do mniszka
  • I jeszcze kilka innych nazw do których skojarzenia są mniej oczywiste: gołębi groch, bole oczy, brodawnik, kaczyniec, kniat, kuba-baba, maślak pospolity, męska stałość, padawa, pąpawa, świńki pysk, świński ryj, wole oczy, woli ślip, zmucha czy żabi kwiat

Wygląd mniszka lekarskiego – przyjrzyjmy mu się z bliska

rycina botaniczna mniszek

Postrzępione liście widoczne na pierwszy rzut oka, tworzą rozłożystą dużą rozetę. Przykrywają swymi liśćmi ziemię uniemożliwiając innym roślinom kiełkowanie, a jednocześnie zwiększając sobie przestrzeń na wyłączność do akumulacji związków z gleby. Kształt liści to zdecydowanie zęby lwa, wilka lub innego drapieżcy. Urwijcie kawałek, a przekonacie się, że wydziela biały mleczny sok. Niegdyś sok ten był stosowany na skórę w celu usunięcia kurzajek i brodawek.

Kwiat mniszka, to w rzeczywistości od kilkudziesięciu – do kilkuset pojedynczych kwiatów skupionych w koszyczku kwiatowym. Z zapylonych przez owady kwiatów powstają owoce – to mini nasionka, do których doczepiony jest mechanizm lotny w postaci puszku. Całość tworzy puchatą kulę, powszechnie nazywaną dmuchawcem. Wraz z podmuchem wiatru nasiona wyposażone w puszek mają większe możliwości przemieszczenia się na dalsze odległości. Mechanizm taki sprzyja zajmowaniu nowych odległych terenów oraz wszelkich mało dostępnych szczelin i zakamarków. Zapewne to również dzięki temu mniszek stał się wszędobylski do tego stopnia, że stał się uciążliwy dla ogrodników i traktowany jest dziś jak niepotrzebne zielsko, chwast.

mniszek by Jo MiGo

Skoro roślina ta jest tak pospolita to łatwa będzie do odnalezienia i obserwacji. Przyjrzyjcie mu się z bliska i poobserwujcie czy prawdą jest, że kwiaty mniszka otwierają się do słońca przez 2-4 dni czekając na zapylaczy, a jak tylko to nastąpi zamykają bezpowrotnie swój koszyk pełen kwiatów, by po kilku dniach pokazać się zupełnie w innej odsłonie – w postaci puchowej kuli.

Gdy spojrzymy co kryje się pod ziemią, ujrzymy dłuuugi korzeń palowy (może sięgać nawet 100cm długości). Próby wykopania korzenia mniszka w całości niejednemu ogrodnikowi przysporzyło wielu problemów. Korzeń przy powierzchni gruby, im głębiej staje się coraz cieńszy i bardziej wątły. Chcąc wyciągnąć całość nie można ograniczyć się do zwykłego pociągnięcia i już, trzeba wykopać ładny dołek by bohatera tego wpisu pozyskać w całości. Pozostawienie choć kawałka korzenia w ziemi zaowocuje ponownym pojawieniem się mniszka w tym samym miejscu.

I na co nam ten mniszek?

Po pierwsze miód mniszkowy (mój ulubiony). Jeden z pierwszych w sezonie, bowiem mniszek lekarski jako jeden z pierwszych startuje kwitnieniem wczesną wiosną dając pożywienie naszym przyjaciółkom pszczołom.

Mniszek lekarski od dawna był powszechnie stosowanym surowcem zielarskim. Znany głownie z działania wspomagającego procesy trawienne, pobudzającego przemianę materii i czynności wątroby. Lista zastosowań jest długa, wymienię tu jeszcze kilka, które mogą mieć zastowanie u dzieci (źródło: Rośliny lecznicze stosowane u dzieci W.Olechnowicz-Stępień, E.Lamer Zarawska): działanie odtruwające organizm, środek witaminowy, remineralizujący, wspomagający w diecie przeciwcukrzycowej. Oczywiście efekty stosowania mniszka odczujemy dopiero po długim jego stosowaniu, jak to ma miejsce w przypadku wszystkich ziół. Nie zmienia to jednak faktu, że mniszek jest wartościowym surowcem, który zdecydowanie warto dołączyć do wiosennej diety.

Po drugie mniszkowa kawa – tak, kawa z mniszka, a konkretnie to z jego korzenia (do kupienia w zielarni). Wysuszony, uprażony korzeń mniszka, a następnie zagotowany i gotowany przez ok 10 min z domieszką kakao świetnie zastąpi kawę (smak bardziej wytrawnej kawy zbożowej niż arabiki). Dopasowując odpowiednio do gustów dzieci proporcje mniszka i kakao (sam korzeń będzie gorzki, ale to też kwestia przyzwyczajenia) możemy śmiało podawać ten napój dzieciom na śniadanie. Z mlekiem, miodem i przyprawami korzennymi  (do wyboru cynamon, kardamon, imbir, goździki) oraz mini piankami marshmallow stworzymy pyszny, atrakcyjny dla dzieci napój.

Inną opcją dla mniszkowego napoju dla dzieci może być mniszkowe mleko, które przygotujemy w następujący sposób: uprażone korzenie mniszka lekarskiego gotujemy przez ok 10 min w mleku z dodatkiem rodzynek.

Po trzecie liście. Jedne z pierwszych na wiosennym stole. Można je wcinać aż do pierwszego kwitnienia, im mniejsze tym lepsze. Są z natury gorzkawe, dlatego ważne by zbierać jak najmłodsze listki. Najlepiej wkomponować je w sałatkę z różnymi innymi dodatkami. Warto je jeść, gdyż poprawiają trawienie i ułatwiają wchłanianie substancji odżywczych z jedzenia, a poza tym zawierają całą tabelę mikroelementów potrzebnych po zimie (m.in. witamina C, B, K, potas, magnez, żelazo, miedź, cynk i selen). Pamiętajcie jednak, że mniszek akumuluje ołów i inne toksyczne związki toteż dobierajcie rozważnie miejsce jego zbioru.

Po czwarte kwiaty wypełnione nektarem i pyłkiem. Żółty pyłek, to żółty barwnik – spróbujcie użyć kwiatów jak pędzelków do pokolorowania kartki. Kwiaty nabite na długie wykałaczki mogą również zostać po prostu pędzlami do odwzorowywania natury. Umocz je w farbie i artysto twórz!

Z kwiatów mogą powstać smakowite syropy albo galaretki, przepisy zawierają jednak duże ilości cukru, dlatego je tutaj pominę. Niegdyś stosowane były powszechnie u dzieci na przeziębienie, kaszel i ogólne wzmocnienie. Przy tej okazji nadmienię, że mniszek lekarski zaliczany jest do rodziny astowate, podobnie jak rumianek, toteż w niektórych przypadkach może uczulić.

Aktywności z mniszkiem w roli głównej

O mniszkowych aktywnościach już pisałam tu. Dziś dodam kilka nowych pomysłów.

Malujemy

Rozwinięte kwiaty mniszka sprawdzą się w roli pędzelków podczas plenerowego malowania przyrody. Zabieramy ze sobą kartkę papieru farby i mniszkowym pędzelkiem malujemy co w duszy nam zagra.

Barwimy

Mleczko z urwanych liści to brązowy barwnik naturalnych tatuaży. Spróbujcie namalować nim jakiś wzorek na skórze, zbrązowieje po chwili i przez jakiś czas będzie się na skórze utrzymywał. Pilnujcie jednak dzieci, by nie włożyły rączek z tym sokiem do oczu, ponieważ może podrażnić.

Dla bardziej wytrwałych poszukiwaczy kolorów podsuwam pomysł na barwienie tkanin przy użyciu różnorodnych roślin. Po przepis jak to zrobić oraz oczekiwane efekty odsyłam do strony Dzikie barwy.

Tworzymy

mniszek na płótnie

Liście mniszka lekarskiego to gotowy szablon do tworzenia dzieł sztuki na płótnie lub kartce papieru. Jak to zrobić?

Potrzebna będzie kartka papieru, ale lepiej bawełniane cienkie płótno. Liście i kwiaty układamy na płótnie w pożądany wzór. Będziemy uderzeniami młotka starać się przenieść wzór na nasz materiał. Najlepiej jest złożyć naszą tkaninę na pół, gdyż soczyste o tej porze roku liście odbiją się nam dwustronnie. Tłuczemy z wyczuciem, zdejmujemy nasze roślinne szablony i podziwiamy efekt.

Kolorowanka

Poniżej zostawiam Wam do pobrania kolorowankę dla najmłodszych z mniszkiem w roli głównej.

Kolorowanka do pobrania

Dobrej zabawy!

Info o innych roślinach, które mają moc znajdziecie w zakładce O roślinach.

Apteczka globtrotera cz.1

Jak opatrzeć ranę w plenerze i zrobić naturalny roślinny plaster?

plaster zadanie

 

Krótko i na temat. Jesteśmy na wycieczce w terenie. Nieopatrznie u nas lub na skórze naszego dziecka pojawia się rana wynikająca z zadrapania czy otarcia. Krew specjalnie nie tryska, więc na pierwszy rzut oka jest szansa na przeżycie 🙂  I pojawia się pytanie. Jak taką ranę zabezpieczyć?

Z pomocą przyjdą nam najpospolitsze rośliny, które spotykamy w terenie. Moim patentem na takie rany jest:

Zamiast plastra użyjemy:

  • Liść krwawnika             krwawnik
  • Liść babki lancetowatej lub  babki zwyczajnej   babka lancetowata
  • liść pięciornika gęsiego       pięciornik gęsi
  • duże liście szczawiu lub lipy, pędy pokrzywy, ewentualnie bandaż lub kawałek tkaniny

Oczywiście surowce, których będziemy używać powinny być czyste, bez piachu, najlepiej opłukane w wodzie. Jeśli brakuje nam czystej wody to można wykorzystać ślinę.

Wybrane tu rośliny posiadają właściwości bakteriobójcze oraz wspomagają gojenie się ran.

  • Babka lancetowata posiada aukubinę, która ma działanie odkażające, dodatkowo zawiera śluzy, które pomagają utrzymać odpowiednią wilgotność gojącej się rany.
  • Krwawnik hamuje krwawienia, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo poprzez zawartość w nim garbników i olejku eterycznego.
  • Podobnie pięciornik kurze ziele zawiera m.in. garbniki, dzięki którym hamowane jest krwawienie.

Krwawnik/ babkę / pięciornik gęsi rozgnieść tak, aby puściły sok. Utworzyć kulkę i przyłożyć do rany. Owinąć dużym naturalny plasterliściem opatrunkowym np. szczawiu lub lipy.

Ogonkiem liścia można zrobić dziurkę w liściu i tak zabezpieczyć przed odpadnięciem, lub owinąć np. pędami pokrzywy (te starsze, kwitnące mają pędy bardziej włókniste i nadają się jako zamiennik sznurka. Aby straciły swą parzącą moc należy pognieść ją chwilę w rękach – to dla odważnych. Ale można też ugnieść pędy przez materiał i w ten sposób darować sobie piekące doznania ze spotkania z pokrzywą)

 

Zielnik – dziecięca księga roślin

Były zbiory na terenie Kaszubskiego Oka w Gniewinie. Miał powstać zielnik. Oto i on…

zielnik diy

Ale zanim opowiem jak powstawał, mała refleksja z jednych z warsztatów, które prowadziłam. Celem warsztatów było zapoznanie się z roślinami, które dzieci codziennie mijają/ depczą na przedszkolnym placu zabaw. Najpierw zbieraliśmy części roślin, a później tworzyliśmy zielnik. I co w tym niesamowitego?  Dzieci (6 latki) przez całe 2 godziny były w pełni zaangażowanie, zainteresowane i skupione na zadaniu jakie miały do wykonania. Byłam pod wrażeniem i dlatego myślę, że warto bawić się z dziećmi w przyrodników, zwracać uwagę na detale, ćwiczyć koncentrację, spostrzegawczość, poznawać nowe rośliny, ich zastosowanie i twórczo spędzać razem czas.

A zatem do dzieła!

Jak wykonać zielnik z dziećmi?

Krótkie wskazówki, bo sprawa ma być dla dzieci prosta (dla dociekliwych rodziców też znajdzie się pole do rozwoju):

Zbieramy rośliny

Zbieramy rośliny, liście, kwiaty co nam wpadnie w ręce na spacerze w lesie, parku czy na łące pamiętając, że:

Część roślin jest pospolitych, czyli występują powszechnie na terenie Polski, łatwo się rozsiewają/ rozmnażają, nie są póki co masowo tępione przez człowieka, a zatem uszczknięcie jednego listka czy nawet ich większej ilość nie spowoduje ich wyginięcia z naszego środowiska.

Na drugim biegunie są takie rośliny, które są pod ochroną, a niektóre nawet ścisłą czyli grozi im wymarcie. Tutaj zaś zrywanie choćby części tych roślin nie sprzyja przedłużaniu ich życia. W tym wypadku proponuję zrobić zdjęcie roślinie i wdrukować je lub odtworzyć z dziećmi najbardziej wierną jego kopię na papierze.

Dla bardzo dociekliwych rodziców polecam stronę  http://www.gdos.gov.pl/ochrona-gatunkowa , gdzie znajdują się aktualne informacje o ochronie gatunkowej roślin, zwierząt i grzybów.  Ale warto mieć w pamięci, że piękne białe nenufary(grzybienie), pierwiosnki czy sasanki, które można w przyrodzie spotkać są właśnie pod taką ochroną.

Najlepiej na spacer zabrać ze sobą podręczny przewodnik pozwalający rozpoznać spotykane rośliny. Ideału na rynku polskim jeszcze nie znalazłam, ale można na początek spróbować z np. Mój pierwszy przewodnik. Jaki to kwiat? Wydawnictwo Multico. Książeczka ma 64 strony, jest lekka i poręczna do zabrania na spacer. Zawiera krótkie opisy roślin, miejsca występowania oraz realistyczne zdjęcia ułatwiające rozpoznanie rośliny w naturze. Treść jest napisana przystępnym językiem, bez zbędnych detali, informacje do przyswojenia przez dzieci.

rozpoznawanie roslin

Inną opcją jest korzystanie z jednej z aplikacji rozpoznającej rośliny na podstawie zdjęcia lub ze strony www.atlas.roslin.pl . Można tu wyszukać rośliny wg różnych charakterystyk lub na podstawie wykonanego zdjęcia.

Aby rośliny nie zwiędły w trakcie naszej wędrówki można je schować do plastikowego worka napełnionego powietrzem i szczelnie zamkniętego. Jest to fajne rozwiązanie, bo łatwiej jest później takie rośliny ładnie rozłożyć do suszenia, co nie jest takie proste gdy samoistnie zwiędną.

Suszymy rośliny

Po powrocie ze spaceru najlepiej jest zasuszyć najpierw rośliny. Robimy to wkładając je między dwie kartki papieru/ gazety i obciążamy ciężką książką. Co jakiś czas wietrzymy rośliny, by nie spleśniały w trakcie suszenia. Po kilku dniach, gdy roślina wyschnie możemy przystąpić do tworzenia zielnika.

Tworzymy zielnik

Co będzie nam potrzebne do wykonania zielnika? Ja proponuję następujący skład:

Tektura

Spinacze

Nożyczki

Białe kartki

Taśma klejąca

Kredki/ długopis/ołówek

Różne dekoracje wg uznania np. kolorowy papier,  naklejki

Do wykonania okładki proponuję tekturę (promuję recyklingJ). Wielkość dowolna. U mnie sprawdza się rozmiar zbliżony do A5 (czyli polowa kartki A4). Jest to rozmiar poręczny dla dzieci, a wielkość wystarcza dla oznaczenia listka czy kwiatka.

Na  białych kartkach umieszczamy zasuszone zioła, piszemy nazwę oraz symbolami określamy właściwości tej rośliny. Można wydrukować gotowe rysunki z internetu, ale lepiej wymyślić je z dziećmi, aby im się odpowiednio kojarzyły.  Na zdjęciu przykład dla babki lancetowatej

zielnik babka lancetowata

U mnie symbole oznaczają:

Talerzyk ze sztućcami – roślinę jest jadalna

Kubek – można zrobić z tej rośliny napój

Czerwony krzyż – roślina ma właściwości lecznicze. Tu można bardziej szczegółowo zaznaczyć właściwości lecznicze.  Skojarzenia dzieci dot. np. ran czy bólów brzucha z mojego doświadczenia są bardzo różne, więc zostawiam to inwencji młodych zielarzy.

I zielnik gotowy

zielnik gotowy

Pierwsze strony zielnika gotowe. Teraz można szukać kolejnych roślin do kolekcji albo poszerzać wiadomości o tych już poznanych. Można zbierać te same rośliny o różnych porach roku albo tylko drzewa albo kwiaty w kolorze żółtym… Możliwości jest mnóstwo.

Pomysł na inne spojrzenie na trawnik, rośliny w parku czy lesie już jest. Mam nadzieję, że dzieci połkną bakcyla i będą dalej chciały odkrywać sekrety roślin.

I pochwalcie się w komentarzach jaka powstała u was dziecięca księga roślin.

Pokrzywę kochać czy nienawidzić?

Zrobiło się wreszcie ciepło i przyroda ruszyła z kopyta. Podczas mojej ostatniej wizyty w lesie moją uwagę przykuła pokrzywa, ledwo co wystająca z uschniętych liści. Pomyślałam, że czas odkryć jej tajemnice…

Parzawica, żgajka, ale najczęściej jednak pokrzywa to powszechna nazwa rośliny, która kojarzy się dużym  jak i małym z pieczeniem, swędzeniem czy bąblami. Bliskie spotkania z tą rośliną nie wchodzą raczej w grę, dlatego pokrzywa w naszych ogrodach uważana jest za roślinę niepożądaną, jako chwast i bezgranicznie tępioną.

Jak kochać pokrzywę, gdy rani?

Cała roślina pokryta jest włoskami – szczeciniastymi oraz parzącymi. Szczeciniaste są krótkie i nie parzą. Parzące włoski natomiast mają kształt małych żarówek/ buteleczek, które przy lekkim trąceniu pękając ranią skórę i wprowadzają swoją tajemniczą broń – płyn m.in. z kwasem mrówkowym, który wywołuje to nieprzyjemne uczucie pieczenia i swędzenia.

Ale jest sposób, aby uchronić się przed poparzeniem! Włoski rosną pod pewnym kątem i umiejętne złapanie ziela nie uszkadza zbiorniczków z tą bronią. Kto by jednak to analizował mijając zarośla pełne pokrzywy. A tak na marginesie, aby złagodzić poparzenia pokrzywą rozejrzyjcie się czy nieopodal rośnie babka lancetowata. Zmiażdżone liście przyłożone do swędzącego miejsca złagodzą szybko ból i po sprawie.

Pokrzywa wytworzyła sobie taki mechanizm obronny, by uchronić się przed zagładą, czyli zjedzeniem przez zwierzęta roślinożerne. Krowy, konie świeżej pokrzywy nie tkną. Podobno kozy i owce, głodne i w ostateczności zdecydują się na konsumpcję tego ziela.

Są jednak nieustraszeni – rusałka pawik (motylek pawie oczko) czy rusałka pokrzywnik wybrały sobie pokrzywę na głównego żywiciela i tam przeobrażają się z gąsienicy w piękne motyle. Ponadto mrówki są smakoszami nasion pokrzywy. W końcowym okresie dojrzewania nasion,  mrówki przenoszą orzeszki, bo tak nazywają się nasiona pokrzywy, do mrowiska tworząc zimowe zapasy. Jako ciekawostkę dodam, że  pojedyncza pokrzywa może wytworzyć do 100 tys. swoich nasion.

Pokrzywę pokochaj, bo to wszechstronny skarb natury!

-W zamierzchłych czasach z łodyg starych pokrzyw wyodrębniano włókna i pleciono z nich sznurki, powrozy, płótna. Podstawową jej zaletą było to, że nie nasiąkała i nie gniła w kontakcie z wodą. W bliższej nam przeszłości, bo za czasów Napoleona czy podczas I wojny światowej wyrabiano z włókien pokrzywy mundury wojskowe. Dziś wyparta całkowicie przez bawełnę odeszła w zapomnienie. A podobno grzeje jak kożuch i chłodzi jak jedwab, w zależności od okoliczności.

Ten aspekt wykorzystania pokrzywy wykorzystał Hans Christian Andersen w baśni o Dzikich łabędziach. Eliza, siostra 11 uwięzionych w ciele łabędzi braci, miała uszyć z pokrzywy koszule dla każdego z nich, by wyrwać ich spod działania zaklęcia.

„Delikatnymi rękami brała wstrętne pokrzywy. Paliły jak ogień, wielkie pęcherze pokryły jej ręce i ramiona, ale znosiła wszystko chętnie, aby tylko wyzwolić braci. Każdą pokrzywę deptała bosymi nogami i plotła zielone włókna.”

-Pokrzywa zaliczana była do tzw. roślin głodowych, które ratowały ludzi od głodu w czasie nieurodzaju, na przednówku czy w trakcie wojen. Stąd zapewne pochodzą liczne ludowe przepisy na zupy pokrzywowe, przyrządzanie pokrzywy a la szpinak, czy wykorzystywanie w sałatkach, jako dodatek do jajecznicy i twarogów.

-Pokrzywę palono kiedyś jak papierosy, okadzaną nią domostwa podczas burzy, a dla ochrony przed demonami zawieszano wiązki pokrzyw zebranych w noc świętojańską.

-Dawne zapiski mędrców mówią, że liść pokrzywy włożony do buta miał zmniejszać zmęczenie w czasie dalekich wędrówek, a wiązka pokrzyw położona pod łóżkiem chorego miała zapewnić mu uzdrowienie.

-W domowym zastosowaniu świeża pokrzywa zamoczona w zimnej wodzie służyła do mycia szklanek i naczyń ceramicznych. Jej rozpalona wersja służyła również do dezynfekcji garnków  do wyrobu masła czy śmietany. Liście pokrzyw wykorzystywane były również do konserwowania żywności – owinięte nimi mięso, ryby i owoce dłużej zachowywały świeżość. Ponadto świeże liście pokrzywy działały także jak odstraszacz much.

-W ogrodnictwie zaś udowodniono, że wyciąg wodny z pokrzywy tzw. gnojówka zwiększa odporność roślin na grzyby chorobotwórcze i  przyśpiesza wzrost roślin. Kiedyś również w pszczelarstwie wykorzystywano pokrzywę do ochrony uli przed żabami.

-Dziś z pokrzyw pozyskiwany jest chlorofil – barwnik wykorzystywany w przemyśle spożywczym (E140), kosmetycznym czy farmaceutycznym. W domowych warunkach jest świetnym barwnikiem jajek na wielkanocny stół – z liści uzyskamy kolor zielony, a z korzeni kolor żółty.

Tyle ciekawych zastosowań przez wieki znalazła sobie pokrzywa. Fascynujące! Zachęcam by je przetestować.

Dziś wiemy dużo więcej o leczniczych właściwościach pokrzywy oraz jej  oddziaływaniu na organizmy żywe. Wykorzystujemy to skrzętnie na przykład w hodowli zwierząt.

Wysuszona lub lekko zwiędnięta pokrzywa (przestaje wtedy parzyć) dodawana do paszy pozytywnie wpływa  na nośność kur, a przy okazji żółtka stają się bardziej pomarańczowe, krowy dają tłustsze mleko, a konie mają piękniejsza sierść.

Na zdrowie ludzi pokrzywa zastosowań ma równie wiele, ale o tym w kolejnym wpisie.

Inne ciekawostki o roślinach przeczytasz w zakładce O roślinach.

Chwasty mają moc!

Chwasty umilają nam życie!

Czyżby? Powie ogrodnik, myśląc o żółtym kwiatku, który wyrósł mu na środku pięknego zadbanego, równo ostrzyżonego trawnika…

Azaliż? Powie babcia ogrodniczka, która po raz kolejny wyrywa z grządek warzywnych małe zielone trawki, z okropnie długimi kłączami…

A jednak…

Chwasty to pojęcie względne, bo zależy od punktu widzenia/ siedzenia… Chwastem generalnie można nazwać każdą roślinę, która rośnie tam gdzie nie powinna, tam gdzie nie chcielibyśmy by rosła. Na grządce ogrodnika wszystko co wyrośnie a np. nie jest marchewką, pieczołowicie tam posianą kilka tygodni wcześniej, powinno zostać uznane za chwast. Nawet jak będzie to mała stokrotka, fiołek czy niezapominajka. Będąc pedantycznym ogrodnikiem powinniśmy wszystkie te kwiatki natychmiast usunąć z naszych grządek. Zaburzają nam koncepcję ładnie zagospodarowanego czystego ogrodu…. Mnie osobiście już dziś szkoda – bo wiem, że chwasty mają moc.

A dziś z okazji Dnia Doceniania Chwastów warto o tym mówić głośno, że chwasty są potrzebne.

Chwasty mają moc!

-dają pokarm i schronienie owadom zapylającym, które to są pożywieniem dla innych istot mieszkających wśród łąk, pól i lasów

-nasiona tych roślin są pokarmem dla ptaków żerujących na danym terenie

-rośliny z grubymi pędami utrudniają wysychanie i erozję gleb

-kumulują substancje pokarmowe i zapobiegają ich wymywaniu z gleby

-mogą stanowić zielony nawóz np. pokrzywa od wieków jest “supernawozem”

-rozwinięty system korzeniowy rozpulchnia ziemię

-korzenie wydzielają substancje stanowiące pokarm dla mikroorganizmów glebowych

-niektóre gatunki wydzielają substancje chemiczne odstraszające potencjalnych zjadaczy np. wrotycz, ale też są rośliny które dzięki swojemu sąsiedztwu wspomagają rozwój innych roślin np. fiołek polny w niewielkiej ilości stymuluje wzrost żyta

-rośliny postrzegane również jako chwasty były wykorzystywane i nadal mogą być pokarmem dla człowieka np. jadalne mogą być kwiaty, liście czy nawet korzenie tych roślin

-różne części roślin mają określone właściwości lecznicze i stanowią od wieków skład apteczek domowych oraz mogą były wykorzystywane w kosmetyce

-stanowią źródło składników odżywczych dla zwierząt np. pokrzywa zwiększa ilość mleka u krów

-barwne kwiaty chwastów cieszą oko

-zawierają związki chemiczne wykorzystywane do barwienia tkanin

-mogą być tworzywem w produkcji tkanin np. pokrzywa

-są świetną pomocą naukową w edukacji dzieci np. dmuchawce mniszka lekarskiego mogą służyć do ćwiczeń logopedycznych

-można je wykorzystać do rozwijania zmysłów dzieci – obserwacja, zapach, smak, dotyk a nawet słuch to wszystko można rozwijać wykorzystując rośliny jako obiekty do obserwacji

-idealne tworzywo do prac twórczych np. wianki z koniczyny, obrazy z suszonych ziół itp

Ale dziś powszechne stosowanie herbicydów, zagospodarowywanie coraz to nowych obszarów przez człowieka przyczynia się do wymierania niektórych gatunków roślin np. kanianka lnowa została uznana w Polsce za roślinę wymarłą. Wprawdzie człowiek nigdy nie korzystał z jej właściwości i raczej traktował jako pasożyt w uprawach lnu, ale jednak stanowiły część ekosystemu…

Szczęśliwie natura wyposażyła większość chwastów w cechy, które dają im możliwości walki o byt. Mają dużą zdolność przystosowawczą do zmiennych warunków upraw, charakteryzują się bujnym wzrostem, dużą produkcją nasion i innych sposób rozmnażania oraz znaczną żywotnością nasion. Jest zatem szansa by walczyły o swoje miejsce na ziemi, choć walka z chemią jest nierówna i ostatecznie może okazać się zabójcza.

Polecam mieć to na uwadze, gdy rozpocznie się sezon ogródkowy, ale też podczas wędrówek po łąkach, parkach czy lasach. Patrzmy pod nogi i podziwiajmy różnorodność jaka nas otacza.